Przaja Ci


Są na świecie słowa wielkie, podniosłe i efektowne. Takie, które brzmią jak tytuły filmów historycznych albo przemówienia polityków przed wyborami. A potem jest śląskie „przaja ci” – niepozorne, skromne i ciche. I właśnie dlatego uważam je za jedno z najpiękniejszych słów, jakie znam.

Bo jak właściwie przetłumaczyć „przaja ci”? „Lubię cię”? Za słabo. „Życzę ci dobrze”? Za oficjalnie. „Jesteś mi bliski”? Nadal nie do końca. „Przaja ci” zawiera w sobie życzliwość, sympatię, serdeczność, szacunek i takie zwykłe ludzkie ciepło. To uczucie, które nie potrzebuje wielkich deklaracji. To bardziej kubek herbaty podany bez pytania, dodatkowy kawałek kołocza na talerzu albo sąsiad, który pomoże ci pchać samochód i jeszcze powie, że nic wielkiego nie zrobił.

Dlatego właśnie to słowo jest dla mnie wyjątkowe. Jest trochę jak sam Śląsk, bez zbędnego patosu, ale z ogromnym sercem.

Język śląski, godka, gwara niezależnie od tego, jak ktoś ją nazywa jest dla mnie ważną częścią tożsamości. To nie jest tylko sposób mówienia. To sposób patrzenia na świat. W języku zapisane są doświadczenia ludzi, ich poczucie humoru, codzienne życie, radości i troski. Kiedy znika język, znika też część pamięci o tych, którzy byli przed nami.

A śląska godka jest pod tym względem prawdziwym skarbem. Potrafi być czuła, dosadna, zabawna i niezwykle obrazowa. Czasem jedno śląskie słowo opisuje sytuację lepiej niż całe zdanie po polsku. Nie bez powodu mówi się, że Ślązacy mają talent do nazywania rzeczy po imieniu czasem aż za bardzo.

Pochodzę z Chorzowa II i to właśnie tam znajduje się kawałek mojego świata. Bliskie są mi również Katowice oraz okolice Lublińca. To miejsca, które ukształtowały moje spojrzenie na region. Miejsca, gdzie historia nie siedzi wyłącznie w muzeach, ale żyje w ulicach, familokach, kościołach, zakładach pracy, opowieściach dziadków i wspomnieniach przekazywanych przy rodzinnym stole.

Śląsk jest fascynujący także dlatego, że od wieków spotykały się tutaj różne kultury i tradycje. W śląskiej godce można odnaleźć wpływy polskie, czeskie, niemieckie, a nawet ślady dawnych języków słowiańskich. Można więc żartobliwie powiedzieć, że niektórzy Ślązacy od pokoleń prowadzili międzynarodową współpracę, zanim stało się to modne.

Zresztą sam język śląski pełen jest perełek. Są słowa, które brzmią zabawnie dla osób spoza regionu, ale dla nas są czymś zupełnie naturalnym. Ilekroć słyszę zdziwienie na widok słów takich jak „bifyj”, „gryfny”, „maszkety” czy „sznita”, przypominam sobie, że dla Ślązaka to przecież zwyczajny element codzienności. Tak samo jak przekonanie, że najlepsza dyskusja o historii może rozpocząć się podczas rodzinnego obiadu i skończyć dopiero przy kawie.

Jednocześnie jestem przekonana, że piękno Śląska nie stoi w sprzeczności z pięknem Polski. Wręcz przeciwnie. Uważam, że Polska jest niezwykle ciekawym i pięknym krajem właśnie dlatego, że składa się z wielu regionów, tradycji i lokalnych historii. Można kochać swój region i jednocześnie kochać swoją ojczyznę. Jedno nie wyklucza drugiego jedno drugie wzbogaca.

Ojczyznę warto szanować. Warto ją poznawać. Warto odkrywać nie tylko najbardziej znane miejsca, ale również te mniej oczywiste. Małe miasta, lokalne tradycje, regionalne języki, dawne zwyczaje i historie ludzi, którzy budowali swoje społeczności często z dala od pierwszych stron podręczników.

Dlatego właśnie będę tutaj promować swoje dziedzictwo. Opowiadać o Śląsku, o jego historii, języku i kulturze. O miejscach związanych z Chorzowem, Katowicami i okolicami Lublińca. O ludziach, którzy tworzyli ten region. O rzeczach wielkich i małych.

Bo wierzę, że dziedzictwo nie jest po to, by zamknąć je w gablocie. Dziedzictwo żyje wtedy, gdy się nim dzielimy.

A jeśli kiedykolwiek usłyszysz ode mnie „przaja ci”, wiedz, że nie jest to zwykły zwrot.

To kawałek Śląska zamknięty w dwóch słowach.

Komentarze