Na Śląsku świat od dawna dzielił się na kilka podstawowych kategorii: swoich, obcych, tych z familoka, tych zza miedzy oraz goroli. Przy czym gorol mógł mieszkać na Śląsku trzydzieści lat, znać skład każdej rolady w promieniu dwudziestu kilometrów i mówić „kaj” częściej niż rodowity mieszkaniec, a i tak gdzieś przy świątecznym stole mogło paść:
— No dobrze, dobrze… ale skąd są twoi dziadkowie?
Bo na Śląsku pamięć rodzinna bywa dłuższa niż kolejka do lekarza, a pochodzenie potrafi być analizowane z dokładnością godną urzędu stanu cywilnego.
Kim jednak właściwie są hanysy i gorole?
Najprościej mówiąc, „hanys” to potoczne określenie Ślązaka, szczególnie mieszkańca Górnego Śląska. „Gorol” natomiast oznacza człowieka spoza Śląska. W zależności od tonu głosu oba słowa mogą być żartem, prztyczkiem w nos, deklaracją lokalnej dumy albo początkiem dyskusji, podczas której ktoś w końcu wyciągnie mapę sprzed stu lat.
Skąd się wzięły te określenia?
Pochodzenie słowa „hanys” nie jest całkowicie jednoznaczne. Często łączy się je z popularnym dawniej na Śląsku imieniem Hans, które z czasem zaczęło być kojarzone z mieszkańcami regionu. Śląsk przez wieki znajdował się pod wpływem różnych państw, kultur i języków, więc niemieckie imiona nie były tu niczym niezwykłym.
Słowo „gorol” wywodzi się prawdopodobnie od „górala”, ale na Śląsku zyskało szersze znaczenie. Gorolem mógł zostać właściwie każdy przybysz spoza regionu. Nie musiał mieć ciupagi, kierpców ani owiec. Wystarczyło, że powiedział „idę na dwór” zamiast „idę na pole” albo zapytał, dlaczego kluski śląskie mają dziurkę.
To ostatnie pytanie do dziś bywa uznawane za niepotrzebną prowokację.
Śląsk, czyli historia bardziej skomplikowana niż rodzinny obiad
Żeby zrozumieć relację hanysów i goroli, trzeba pamiętać, że Śląsk nigdy nie był regionem historycznie prostym. Przechodził z rąk do rąk, znajdował się pod panowaniem Czech, Habsburgów, Prus i Niemiec, a po I wojnie światowej stał się przedmiotem sporów między Polską a Niemcami.
Były powstania śląskie, plebiscyt, podziały granic i rodzin. Nagle mogło się okazać, że jedna część familii mieszka w Polsce, druga w Niemczech, a obie nadal spotykają się w niedzielę na kołoczu.
W XIX i XX wieku rozwój kopalń i hut przyciągał na Śląsk ludzi z innych regionów. Przyjeżdżali za pracą, mieszkaniem i lepszym życiem. Miejscowi patrzyli na nich czasem z ciekawością, czasem z rezerwą, a czasem tak, jak patrzy się na człowieka, który zamówił roladę bez modrej kapusty.
Przybysze z kolei nie zawsze rozumieli śląską mowę, obyczaje i silne przywiązanie do lokalnej tożsamości. Dla jednych Śląsk był nowym domem. Dla innych miejscem pracy. Dla jeszcze innych tajemniczą krainą, w której ludzie mówią po polsku, ale człowiek i tak przez pierwsze dwa tygodnie nie jest tego pewien.
Hanys porządny, gorol podejrzany
W śląskich żartach hanys bywa pracowity, konkretny, oszczędny i przywiązany do rodziny. Nie mówi zbyt wiele, bo szkoda czasu, a poza tym wszystko, co ważne, można wyrazić jednym „ja”.
Gorol natomiast w tych samych opowieściach jest człowiekiem nieco chaotycznym. Dużo mówi, ma własne pomysły i czasem próbuje tłumaczyć Ślązakowi, czym właściwie jest Śląsk. To ostatnie jest zajęciem wyjątkowo odważnym, porównywalnym z wyjaśnianiem babci, jak należy robić niedzielny obiad.
Oczywiście stereotyp działa także w drugą stronę. Dla gorola hanys może wydawać się zamknięty, uparty i przesadnie przywiązany do tego, czy ktoś mówi „kartofle”, „ziemniaki”, czy „pyry”. Po dłuższym pobycie zwykle okazuje się jednak, że śląska rezerwa nie oznacza niechęci. Po prostu najpierw trzeba zostać dokładnie obejrzanym, sprawdzonym i nakarmionym.
Jeżeli śląska gospodyni zaproponuje dokładkę, jest dobrze.
Jeżeli sama nałoży ją na talerz, zostałeś zaakceptowany.
Jeżeli dostaniesz przepis, prawdopodobnie należysz już do rodziny.
Konflikt, którego nie należy traktować zbyt poważnie
Relacja między hanysami a gorolami przypomina trochę rodzinne docinki. Każdy się śmieje, dopóki żart pozostaje życzliwy. Problem zaczyna się wtedy, gdy ironia zamienia się w pogardę.
Historia Śląska pokazuje przecież, że region rozwijał się dzięki mieszaniu kultur, języków i ludzi. Obok siebie żyli tu Polacy, Niemcy, Czesi, Żydzi oraz przybysze z innych części kraju. Śląska tożsamość nie powstała w szczelnie zamkniętym słoiku. Raczej w wielkim garnku, do którego przez wieki każdy coś dorzucał.
Hanys wnosił przywiązanie do miejsca, tradycji i familijnej pamięci.
Gorol przywoził nowe zwyczaje, słowa i pomysły.
Razem budowali miasta, pracowali w kopalniach, hutach i fabrykach, stali w tych samych kolejkach i narzekali na tę samą pogodę. A nic tak nie łączy ludzi jak wspólny przeciwnik. Szczególnie gdy przeciwnikiem jest poniedziałek rano.
A jak jest dzisiaj?
Dziś granica między hanysem a gorolem coraz częściej ma charakter humorystyczny. Ludzie przeprowadzają się, zakładają mieszane rodziny i uczą się lokalnych zwyczajów. Gorol może pokochać wodzionkę, nauczyć się godać i z pełnym przekonaniem twierdzić, że najlepsze kluski robiła jego śląska teściowa.
Hanys może natomiast wyjechać do Warszawy, Krakowa albo Gdańska i dopiero tam odkryć, że słowo „bajtel” nie wszędzie jest oczywiste.
Współczesny Śląsk nadal mocno trzyma się swojej odrębności, ale jednocześnie jest miejscem otwartym i różnorodnym. Można być Ślązakiem z urodzenia, z wyboru, z rodzinnej tradycji albo z miłości do człowieka, który pewnego dnia postawił przed nami talerz rolady i powiedział:
— Jedz, bo wystygnie.
I być może właśnie wtedy kończy się bycie gorolem.
A może nigdy się nie kończy. Może gorol pozostaje gorolem już na zawsze, tylko z czasem staje się „naszym gorolem”. A to na Śląsku jest już naprawdę wysokim odznaczeniem.
Na zgodę
Hanys i gorol mogą się różnić wymową, zwyczajami i opinią na temat tego, co powinno znaleźć się obok niedzielnej rolady. Mogą godzinami dyskutować o historii, granicach i regionalnej tożsamości.
Ale kiedy usiądą przy jednym stole, zwykle szybko okazuje się, że więcej ich łączy, niż dzieli.
Zwłaszcza gdy na stole jest kołocz.
Bo historia historią, tożsamość tożsamością, ale dobrego kołocza jeszcze nikt rozsądny nie odmówił.
Komentarze
Prześlij komentarz