Rok temu miałam gorszy dzień. Zamiast zrobić coś spektakularnego, kupiłam sobie... drewnianą świnkę. Taką malutką, która mieści się w dłoni i ma pyszczek tak zabawny, że trudno się do niej nie uśmiechnąć.
Pomyślałam: „Niech sobie będzie”. Nie wiedziałam jeszcze, że za rok będzie chodziła ze mną niemal wszędzie.
Najpierw towarzyszyła mi podczas różnych wyjazdów i spacerów. Potem zaczęłam praktyki psychologiczne i pomyślałam: „A co, jeśli Leonka pójdzie ze mną?”. No i poszła.
Okazało się, że ma niezwykły talent. Dzieci od razu chcą ją poznać. Dorośli najpierw patrzą z zaciekawieniem, a chwilę później… biorą ją do ręki i się uśmiechają. Czasem wystarczy ten jeden moment, żeby napięcie trochę odpuściło. Kiedy ręce mają czym się zająć, sercu i głowie też bywa odrobinę łatwiej.
A skąd imię? Jestem fanką filmu Leon zawodowiec. Leon wszędzie chodził ze swoją ukochaną rośliną. Pomyślałam, że skoro on miał kwiatek, to ja mogę mieć świnkę. Nie oceniamy. 😂
Mam nawet teorię, że Leonka jest świetnym psychologiem. Nigdy nikomu nie przerywa, nie daje nieproszonych rad i zawsze uważnie „słucha”. Jak na kawałek drewna – imponujące kwalifikacje.
Coraz częściej myślę, że stanie się moim zawodowym znakiem rozpoznawczym. Nie dlatego, że jest wyjątkową zabawką, ale dlatego, że przypomina mi o czymś ważnym – czasem to właśnie najmniejsze rzeczy pomagają przełamać lody i sprawiają, że człowiek czuje się trochę swobodniej.
A wszystko zaczęło się od zakupu „na poprawę humoru”.
Ciekawa jestem, czy Wy też macie jakiś niepozorny przedmiot, który z czasem stał się Waszym talizmanem albo znakiem rozpoznawczym? 😊
Komentarze
Prześlij komentarz