Psychologia lęku w chorobie


Bóle psychosomatyczne – kiedy ciało zaczyna mówić głośniej niż myśli

Ostatnio coraz częściej zatrzymuję się i słucham swojego ciała. Nie dlatego, że nagle stałam się w tym mistrzynią. Raczej dlatego, że ciało zaczęło mówić tak wyraźnie, że nie dało się go już ignorować.
Pojawiło się napięcie w ramionach. Ucisk w klatce piersiowej. Dziwne bóle brzucha. Każdy nowy objaw potrafił wywołać lawinę myśli. Zwłaszcza teraz, kiedy sama mierzę się z czekaniem na wyniki badań i niewiedzą, czy zmiana na skórze okaże się czerniakiem, czy czymś niegroźnym.
Zaczęłam zauważać, jak silnie emocje wpływają na ciało. Stres, lęk, napięcie — one nie zostają tylko w głowie. One osiadają w mięśniach, w oddechu, w układzie trawiennym, w sercu, które nagle zaczyna bić szybciej.
Bóle psychosomatyczne są realne. Nie są oznaką przesady ani słabości. Często są sygnałem, że układ nerwowy jest przeciążony i potrzebuje troski, bezpieczeństwa i odpoczynku.
Uczę się teraz patrzeć na objawy nie tylko z lękiem, ale też z ciekawością. Z pytaniem: czego moje ciało próbuje mnie nauczyć? Czego jest teraz za dużo? A czego za mało?
Nie zawsze znajduję odpowiedź. Ale samo zadawanie tych pytań przynosi mi odrobinę spokoju.

Lęk przed diagnozą – życie pomiędzy „co jeśli” a nadzieją

Czekanie na wyniki badań to bardzo szczególny stan. To życie zawieszone między scenariuszami, których wcale nie chce się rozważać, a nadzieją, której czasem boimy się zaufać.
Znam momenty, kiedy próbuję funkcjonować normalnie, a nagle pojawia się myśl: „A jeśli to coś poważnego?”. I wtedy całe ciało napina się, jakby próbowało przygotować się na coś, czego jeszcze nie ma.
Lęk przed diagnozą jest niezwykle ludzki. To nie tylko strach przed chorobą. To strach przed zmianą życia, utratą poczucia bezpieczeństwa, niepewnością przyszłości.
Uczę się teraz przeżywać ten lęk w mniejszych kawałkach. Zamiast myśleć o wszystkich możliwych scenariuszach, próbuję skupić się na tym, co jest dzisiaj. Na tym, że zrobiłam badania. Na tym, że jestem pod opieką specjalistów. Na tym, że w tej chwili oddycham, funkcjonuję, żyję.
Pomaga mi też pozwolenie sobie na emocje. Na dni, kiedy jestem spokojniejsza, ale też na takie, kiedy pojawia się napięcie, płacz albo złość. Zauważam, że kiedy przestaję walczyć z własnym strachem, on często trochę słabnie.
Czekanie na diagnozę uczy mnie jednej bardzo trudnej rzeczy — życia bez pełnej kontroli. I choć to doświadczenie jest bolesne, zaczynam widzieć, że jest też niezwykle ludzkie.

Lęk przed śmiercią – myśl, która pojawia

Lęk przed śmiercią bywa bardzo cichy. Pojawia się nagle, często w nocy albo w chwilach samotności. I potrafi być trudny do wypowiedzenia nawet przed samą sobą.
Zauważyłam jednak, że pod tym lękiem kryje się coś jeszcze. Ogromna potrzeba życia. Bycia blisko ludzi. Doświadczania zwyczajnych dni, które nagle zaczynają wydawać się niezwykłe.
Nie próbuję już całkowicie wypierać tych myśli. Staram się raczej je zauważyć i wrócić do chwili obecnej. Do rozmowy z kimś bliskim. Do spaceru. Do zapachu herbaty. Do rzeczy, które przypominają mi, że życie dzieje się teraz, nie w scenariuszach tworzonych przez strach.
Paradoksalnie, to właśnie konfrontacja z kruchością życia uczy mnie większej czułości wobec siebie i świata.
Kiedy warto poszukać wsparcia
Pisząc te słowa, sama uczę się, jak ważne jest proszenie o pomoc. Lęk zdrowotny, bóle psychosomatyczne czy strach przed diagnozą potrafią być ogromnym obciążeniem dla psychiki.
Jeśli napięcie zaczyna odbierać radość życia, utrudnia sen, powoduje napady paniki albo sprawia, że trudno funkcjonować na co dzień — wsparcie psychologa lub psychoterapeuty może być bardzo ważnym krokiem.
Nie oznacza to, że sobie nie radzimy. Czasem oznacza po prostu, że chcemy radzić sobie łagodniej.

Jak zawsze zapraszam też na podcast o tym samym temacie na @strzelinka w aplikacji YouTube. 

Komentarze