Po raz pierwszy zaczęłam planować jeszcze w podstawówce. Miałam wtedy zwykły zeszyt, w którym rozpisywałam dni tygodnia. Zapisywałam, kiedy mam lekcje, kiedy zajęcia dodatkowe, a kiedy czas na przyjemności. Nie wiedziałam wtedy, że tworzę swój pierwszy planer.
I tak zostało do dziś.
Z biegiem lat zmieniły się moje marzenia, obowiązki i priorytety, ale jedno pozostało niezmienne – wszystko zapisuję.
Dziewięć lat temu po raz pierwszy usiadłam do tego naprawdę świadomie. Spisałam 10 najważniejszych celów, które chciałam osiągnąć. Nie były przypadkowe. Każdy z nich miał dla mnie znaczenie.
Dziś mogę powiedzieć coś, co jeszcze wtedy wydawało mi się nierealne – wszystkie zostały zrealizowane.
Czy to znaczy, że wystarczy coś zapisać i wszechświat zrobi resztę? Nie. Za każdym z tych celów stały decyzje, praca, konsekwencja, czasem porażki i zmiana planów. Ale jestem przekonana, że gdybym ich nie zapisała, wiele z nich po prostu rozpłynęłoby się w codziennym życiu.
Nie każdy potrzebuje planować. Wiele osób żyje z dnia na dzień i naprawdę tego nie oceniam. Każdy ma swoją drogę. Ja po prostu wiem z własnego doświadczenia, że zapisane cele pomagają mi wracać do tego, co jest dla mnie ważne.
W swoje 30. urodziny stworzyłam listę 100 celów do osiągnięcia. Były na niej rzeczy małe i bardzo duże. Dziś około 70 z nich jest już zrealizowanych albo znajduje się w trakcie realizacji.
I nie mówię tu wyłącznie o łatwych punktach. Są tam cele związane z wykształceniem, rozwojem zawodowym, podróżami, ale też takie, które dotyczą relacji, zdrowia czy pracy nad sobą. To właśnie te ostatnie często zajmują najwięcej czasu. Niektóre zostaną ze mną być może do końca życia. I to też jest w porządku.
Chcę też powiedzieć coś jeszcze.
Moje życie nie jest idealne.
Mam swoje problemy. Zdrowotne i takie, którymi nie chcę dzielić się publicznie. Przeszłam też bardzo poważny kryzys związany z tożsamością i wartościami. Być może nadal uczę się z niego wychodzić.
Ale mimo tego działam.
Nie czekam na idealny moment, lepszy nastrój czy życie bez przeszkód. Robię kolejny krok. Czasem mały, czasem większy. I właśnie to jest dla mnie największym dowodem na to, że warto wyznaczać cele – nie dlatego, że wszystko zawsze wychodzi, ale dlatego, że pomagają iść naprzód nawet wtedy, gdy jest naprawdę trudno.
Ostatnio coraz częściej myślę o stworzeniu kolejnej listy. Nowych marzeń. Nowych wyzwań. Nowego rozdziału.
I mam do Was pytanie.
Czy chcielibyście zostać ze mną i zobaczyć, jak krok po kroku realizuję swoje cele? Chętnie pokażę Wam, jak planuję, co działa u mnie, jakie błędy popełniam i dlaczego uważam, że świadome życie zaczyna się od zapisania tego, co naprawdę jest dla nas ważne.
Komentarze
Prześlij komentarz